Z pozoru miękka kanapa raz po raz przypominała, że do najwygodniejszych nie należy. Twarde oparcie i równie twardy zagłówek sprawiały, że kark, zamiast odpoczywać, męczył się razem z tobą. Jednak miarowy szum trakcji, stukot kół na rozjazdach i migający za oknem krajobraz, mimo cielesnych niedogodności, wprawiały cię w błogi, kojący nastrój. Gorące powietrze, wydobywające się z grzejnika spod kanapy, coraz bardziej kleiło oczy i niczym w fińskiej saunie wyciskało kolejne kropelki potu na plecach.
Spoglądasz w okno, rozmyślając o wszystkim, co do tej pory w życiu zrobiłeś. Patrzysz, jak umykają drzewa, pola, malutkie stacyjki. Zastanawiasz się, czy w podobny sposób nie umyka ci życie – w końcu to nasza najdłuższa podróż. Może warto byłoby się zatrzymać, wysiąść? Pójść, ale dokąd?
W rozgrzanym przedziale jest bezpiecznie i spokojnie. Można się przespać, a na głowę nie spadnie nam deszcz. Gdy widoki za oknem się znudzą, odcinamy się od nich, zasuwając zasłonkę z logo PKP. I można tak trwać, rozmyślać, podróżować.
Nieoczekiwanie drzwi przedziału odsuwają się gwałtownie. Do wnętrza wpada hałas z korytarza i trochę dymu papierosowego. Ciepło zaczyna uciekać przez rozwarte skrzydło, a twoje oczy z niepokojem zwracają się w stronę źródła zamieszania.
– Dzień dobry, poproszę bilety – odzywa się postać.
Sprawdzenie biletu trwa moment, kolejna pieczątka ląduje na jego wierzchu. Chowasz kartonik, a w tym samym czasie drzwi się zamykają. Hałas cichnie, znów czuć ciepełko bijące spod kanapy. Kierujesz wzrok z powrotem w stronę okna. Łyk soku i głębokie westchnięcie. Jeszcze przez chwilę śmierdzi papierosami, ale swąd szybko minie.
Podobnie jak krajobrazy za oknem.
I twoje życie...
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz