Nocny pociąg pospieszny, powoli sunąc po krętych nowosądeckich trasach, zbliżał się do stacji końcowej. Pierwsze promienie słońca przebijały ciemne chmury, jakby chciały rozerwać je na strzępy. Miarowy stukot kół na rozjazdach oraz szum wiatru działały uspokajająco na zaledwie garstkę wymęczonych pasażerów w wagonie. Większość z nich spała, a nieliczni tępo wpatrywali się w szybę, wypatrując końca podróży. Przez niedomknięte okno wdzierał się chłód, wywołując dreszcze u każdego, kogo omiótł. Za oknem rozciągało się zielone, pagórkowate morze upstrzone nielicznymi domkami. Tę senną atmosferę mógł przerwać jedynie huk mijającego z naprzeciwka składu lub dojazd na stację docelową.
KategoriaKolejowe przemyślenia
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz