KategoriaObjazdówki

Międzynarodowa majówka 2008

Plan objazdówki, fot. własne 2008
Plan objazdówki, fot. własne 2008

Majówkowa wycieczka dobiegła końca. Trasa jak zwykle była dość przedziwna. Prowadziła najpierw z Zabrza do Opola, a stamtąd wprost do Tarnowa (na 23:23). Tam zaliczyliśmy szybką przesiadkę w puściutki pociąg pośpieszny „Nosal” (odjazd o 4:55). W Krynicy, rześcy i pełni sił, zjawiliśmy się punktualnie według rozkładu o 8:39. Szybki obchód miejski, kilka fotek (znam to miejsce, byłem tam już nieraz) i ruszamy dalej w drogę. Oczywiście koleją – do Plavca. Tam z ciepłego „kibelka” przesiadamy się do równie ciepłego, słowackiego szynobusu, który wiezie nas już niemal pod sam zamek w Starej Lubowli.

Krótki spacerek wolnym, weekendowym krokiem i po około 30 minutach jesteśmy u podnóża tego wspaniałego i malowniczego zamku – jednego z piękniejszych, jakie widziałem do tej pory. Nie ma się co dalej rozczulać w opisie i robić tutaj publicznego, szczegółowego sprawozdania z wycieczki. Wspomnę jednak o fajnym, nieco sadomasochistycznym akcencie powrotnym, który zafundowało nam PKP. Przepełniony pośpieszny „Śnieżka”, do którego wsiedliśmy w Tarnowie o 00:26 i którym przez najbliższe 3,5 godziny podróżowaliśmy do Zabrza, dostarczył nam nie lada wrażeń.

Luksusowe miejsca stojące w okolicach WC, wyłączone ogrzewanie, okropnie hałasujące podwozie oraz brak miejsc siedzących na korytarzach. Miód! Człowiek po jednej zarwanej nocce właśnie zarywa drugą – na stojąco, w nocnym pośpiesznym. A do tego ten specyficzny klimat, gdy kilkakrotnie przechodził obok mnie pan z dużą, siatkową torbą i krzyczał: „Piwo jasne, piwo!”. Poczułem prawdziwy klimat PKP. Uśmiech zagościł na mej twarzy i mimo że byłem potwornie zmęczony, mijała kolejna zarwana noc, a podróż spędzałem w takich, a nie innych warunkach, to jednak byłem szczęśliwy. Prawdziwa esencja wycieczki, choć nie dla każdego strawna. Dziwak jestem, co nie?

Komentarze

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz