Muszę tutaj od razu sprostować pewną informację którą napisałem w poprzednim wpisie.
Chodzi o Czarną Perłę. W pierwszym dniu pracy chłopaki jeździli innym samochodem i myślałem że to jest ich stały samochód służbowy. Jak się okazało po dwóch, trzech tygodniach "próby" - jednak nie. To wtedy właśnie ku mojemu i kolegi zaskoczeniu dostaliśmy inny samochód - właśnie Czarną Perłę. O tym może kiedy indziej.
Myślę, że warto wspomnieć o zapleczu samochodowym tej firmy.
Pierwsza styczność
Pierwszym samochodem z którym miałem styczność był VW Passat B3
O, dokładnie taki:
W roku 2007 ten samochód miał ledwie 14 lat ale wyglądał jak na tamte czasy całkiem nieźle.
Także w pierwszym dniu woziłem się z dwoma kolegami instalatorami właśnie takim Białym Krukiem (będę używał takiej nomenklatury odnośnie tego auta).
Jeździło się fajnie, wygodni, dość pojemny. W zasadzie zaskoczenie było pozytywne a po kilkunastu dniach człowiek przyzwyczaił się już do niego.
Niestety jak się później okazało był to samochód należący do serwisantów, natomiast instalatorzy wozili się właśnie Czarną Perłą
Coś takiego tylko oczywiście w innym kolorze:
Pamiętam, że po około 2-3 tygodniach pracy z nowym kolegą (przyjął się w poniedziałek, czyli dzień po mnie) byliśmy w ciężkim szoku i początkowo nie wiedzieliśmy jak uruchomić ten pojazd. W środku mniej miejsca niż w Białym Kruku, wszystko dzwoniła, latało, drgało i wibrowało podczas jazdy, a bagażnik zamiast pomieścić wszystko był w połowie zajęty przez bojler z gazem Plastikowe rurki PVC które normalnie w Białym mieściły się na skos od przodu pojazdu do bagażnika, w Poldku musiały być lekko zagięte. W zimie i ogólnie porze chłodnej to nie był problem ale w lecie odkształcały się i często na montaż przyjeżdżaliśmy z rurkami powyginanymi jak banany Oczywiście nikomu z nas nie chciało się korzystać z bagażnika dachowego, w który był wyposażony Poldek, bo szybciej było wszystko upchać do środka i docisnąć nogą
Firmowe specyfiki
Innym samochodem była też Polówka, dokładnie taka:
Rocznik chyba 1992 jeżeli pamiętam.
Przyznacie, że flota już sie klaruje dość specyficzna.
Ta Polówka to było chyba najszybsze auto w firmie. Lekkie, małe, po wymianie chyba połowy części zapierdzielało jak gepard. Dosłownie. Niejedno BMW spod świateł zostawiałem w tyle, niejeden w lepszym aucie się dziwił że takie małe, bordowe gówienko z jakimś brudnym chłystkiem i narzędziami w środku jest w stanie tak dynamicznie się rozpędzać. Oczywiście jazda tym samochodem to było również wyzwanie na zasadzie: jedź i módl się że żywy dojedziesz.
W środku oczywiście czuć było każdą dziurę, nierówność, kierownica latała na boki a dźwięk silnika rodem z jakiegoś Jaguara. Dodatkowo w bagażniku waliło jabolem tak intensywnym, że czasami brało na mdłości. Zapach ten zneutralizował się po około 3-4 miesiącach...
Miłośnicy VW
Firma posiadała również inne samochody ze stajni VW. Był to m.in VW Passat B2 z 1982r.
Z tego co się dowiedziałem drugi z szefów trzymał to auto z sentymentu - był to jego pierwszy, własny samochód. Czerwony Paszczak prezentował się z zewnątrz dość fajnie i był to naprawdę rzadki widok nawet w tamtych czasach na drogach. W środku fotele miał tak miękkie i sprężynowe niczym starodawny tapczan. Po prostu wpadało się do środka i nie chciało się z niego wysiadać. Kierownicę toto miało ogromnych rozmiarów, starodawną deskę rozdzielczą i... dziury w podłodze. Tak, Paszczak gnił od spodu. Samochodem tym jeździła ekipa którą potocznie zwałem elektrykami. Chłopaki zajmowali się głównie podłączeniami elektrycznymi nowych punktów, w późniejszym czasie spawaniem światłowodów. Przyspieszenia ten samochód nie miał żadnego ale to niesamowite uczucie było prowadzić takiego klocka. Wrażenie jakby jechało się jakimś masywnym i ociążałym zestawem typu TIR, ogromna, kanciata maska z przodu no i te fotele. Na każdej dziurze bujało się tak, że jak ktoś był narkoleptykiem to mógł usnąć lada chwila.
Kolejnym pojazdem był... Vw Passat B1 w wersji kombi.
Ten samochód z zewnątrz kojarzył mi się z karawanem z Rodziny Adamsów i wyglądał niemal identycznie jak ten:
Pojazdem tym jeździła ekipa którą nazywałem Pionowymi. Inni nazywali ich Kopacze - osiłki od przekopów i hardkorowej, fizycznej roboty. Dlaczego Pionowi? Na nowych lokalizacjach budowali całą infrastrukturę: od przekopów między budynkami, po przebijanie się między piętrami młotem udarowym i kładzenie rurek pod okablowanie, wieszanie skrzynek rozdzielczych a w późniejszym czasie nawet stawianie słupów technicznych i szeroko pojęte roboty ziemne. Chłopaki sympatyczni, początkowo ich było trzech, później doszło jeszcze parę osób i trzeba było ich rozdzielić na kolejny pojazd którym był Vw LT:
Na początku działalności firmy, w okolicach roku 2000 jeździł nim osobiście Prezes wożąc ekipę i narzędzia osobiście na miejsce rozbudowy sieci. Później ze względu na rozwój firmy przejęła go druga ekipa Kopaczy vel Pionowych.
Jeżeli myślicie że to już koniec floty samochodowej to nic z tego.
W późniejszym okresie doszły jeszcze dwa Vw Transporter T4:
oraz Vw Caddy nazywany przeze mnie Papa Mobile:
Te auta były w ciut lepszym stanie niż wcześniej wymienione, nie znaczy to że nic się z nimi nie działo. Pamięta, że dość często któreś auto szwankowało i w razie awarii lub konieczności naprawy lądowało w profesjonalnym serwisie samochodowym "u Majstra". Majster to dobry znajomy jednego z szefów, który znał się na każdym samochodzie i potrafił naprawić każdy samochód przy użyciu młotka, śrubokrętu i paru kurew. I tak właśnie były serwisowane te samochody, co ciekawe jeździły dość długo.
Niezniszczalne pojazdy
Na przestrzeni lat, w których pracowałem w tej firmie flota zasadniczo wyglądała tak jak powyżej opisałem. Dopiero od 2-3 lat widzę, że stary tabor przeszedł lifing, zostały dokupione jakieś nowe Dacie i przynajmniej z zewnątrz flota wygląda o wiele lepiej niż w latach ubiegłych.
Będąc jeszcze w tematyce samochodowej skupię się póki co na Czarnej Perle, którą to kilka lat przyszło mi się poruszać.
Wiem, że padły nawet takie plany aby zajechać ten samochód tak by naprawa okazała się nieopłacalna lub niewykonalna nawet dla Majstra.
Pamiętam, że próbowaliśmy Perłę wykończyć jeżdżąc po schodach, przelatując nad torami kolejowymi z prędkością ok 60km/h, zmieniając biegi bez wciskania sprzęgła i pare innych katowań. Niestety za każdym razem okazywało się, że Majster to jakiś nadczłowiek i zawsze Poldżera potrafił naprawić. Dopiero chyba w 2012/2013 r został zezłomowany i zastąpił go właśnie Papa Mobile.
Jazda Polonezem dostarczała sporo emocji. Samochód ociążały, głośny, w środku jak już wspominałem wszystko wibrowało i trzeszczało. Brak wspomagania doskwierał przy manewrowaniu na parkingu. Trzeba było mieć dużo siły aby kręcić kierownicą by móc zaparkować na miejscu lub ominąć jakąś przeszkodę.
Pamiętam też, że przypadkowo nawet założyliśmy blokadę na lewarek od zmiany biegów i przez długi czas jeździło się z założoną blokadą. Trochę to utrudniało zmianę biegów ale nasza kreatywność spowodowała że odkryliśmy system zmiany biegów bez konieczności wciskania sprzęgła. Nie muszę mówić, że jest to działanie bardzo szkodliwe i destrukcyjna dla samochodu ale jak już wiecie dla Majstra nie było rzeczy niemożliwych.
Poniżej wklejam dla was prawdziwe zdjęcia Czarnej Perły tuż po jej otrzymaniu.
Myślę, że temat floty samochodowej częściowo możemy zamknąć. W kolejnych odcinkach jak zbiorę myśli to opiszę jakieś ciekawe zdarzenia.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz