Krótka refleksja o przemijaniu czasu beztroski i ulubionych porach roku.
„Sierpień to niedziela wśród miesięcy. Niby wolne, ale wiesz, że jutro do szkoły”.
Powyższy cytat z jednego z memów trafia w samo sedno.
Od szkolnych lat sierpień kojarzy mi się ze schyłkiem wakacji, a szczególnie ten okres po piętnastym. Dni stają się krótsze w porównaniu z czerwcowym przesileniem, pogoda często jest już „nie taka”, a wieczorami wyraźnie czuć nadchodzącą jesień...
Taka melancholia, pomimo upływu wielu lat, nadal mi towarzyszy. Mimo że nie chodzę już do żadnej szkoły i od dawna nie mam dwumiesięcznych wakacji, to wciąż mam dokładnie takie same odczucia i myśli jak wtedy. Kończy się czas beztroski, wolności, lata i ciepła...
Ze wszystkich pór roku to właśnie lato i wiosna są moimi ulubionymi.
Lato – mimo że bywa różne: gorące, upalne, chłodne czy deszczowe – to jednak lato. Doba jest najdłuższa, zawsze jest co robić na świeżym powietrzu, a memiczny obrazek zielonej łąki pobudza moją wyobraźnię i przenosi mnie na chwilę w tamto miejsce, pozwalając rozkoszować się świerszczami, cholernymi muszkami, komarami itd.
Wiosna – wiadomo. Przywraca realną nadzieję na koniec szaroburej pogody, przynosi rozkwit zieleni i wydłużanie się dnia kosztem nocy...
Też macie takie swoje melancholie związane z końcem lata?
Komentarze
Ja się - wbrew pozorom - staram cieszyć każdą porą roku, chociaż czasem wady przesłaniają mi zalety. W lecie w upały funkcjonuję tragicznie, ale to jest wina moich problemów zdrowotnych oraz wagi. A odkąd skończyłam szkołę, nie mam już takich melancholii. A teraz jak nie muszę pracować, to już się za bardzo nie przejmuję upływem pór roku. :)
Dodaj komentarz